4-4-2. Co doprowadziło do zmierzchu najpopularniejszej formacji?

4-4-2 to formacja, która przez wiele lat stanowiła najoczywistsze ustawienie na świecie. Na oglądaniu drużyn stosujących tę taktykę wychowała się piłkarsko spora część naszych czytelników. Podsumowujemy, jaka była historia 4-4-2, wymieniamy wady i zalety tej formacji oraz przypominamy, że nie jest ona jeszcze do końca martwa.

Z artykułu na temat formacji 4-4-2 dowiesz się:

Historia ustawienia 4-4-2 sięga lat 60.

Swoje największe triumfy formacja piłkarska 4-4-2 odnosiła w latach 90. Z taktyki tej korzystały tak wyśmienite drużyny jak Milan Fabio Capello (czterokrotne scudetto w ciągu pięciu lat, a do tego trzy finały Ligi Mistrzów!), zwycięzcy Mistrzostw Świata 1994 Brazylijczycy czy w końcu Manchester United Sir Alexa Fergusona z sezonu 1998/1999, zakończonego dramatycznym zwycięstwem w finale Champion’s League na Camp Nou.

Po raz pierwszy ta taktyka użyta została jednak znacznie wcześniej. Za jej twórcę w oczach wielu historyków futbolu uchodzi radziecki trener Wiktor Masłow, który w latach 60. postanowił wprowadzić pewne zmiany do święcącego wówczas triumfy ustawienia 4-2-4. Cofnął on dwójkę skrzydłowych napastników w celu zdominowania środka pola, który dotychczas obstawiany był tylko przed dwóch graczy. Jego innowację uznaje się także za narodziny piłkarskiego pressingu

Jakie zalety taktyki 4-4-2 wyniosły ją na top?

Największą zaletą tego ustawienia jest jego prostota. W strefach obronnych pokrywa ono całą szerokość boiska, a ósemka graczy stojąca na drodze przeciwników od połowy boiska wystarczająco zagęszcza pole gry. Zawodnicy z różnych stref są też rozmieszczeni stosunkowo blisko siebie, co bardzo ułatwia współpracę chociażby pomiędzy obroną i pomocą. Piłkarze z łatwością mogą się wzajemnie asekurować.

Zalety 4-4-2 widać również w ataku. Zazwyczaj mówi się w tym kontekście o dwójce napastników (często uzupełniających się pod względem fizycznym w parze mały-duży), ale nie możemy zapominać o wsparciu ze strony chociażby bocznych obrońców. Elastyczność tej formacji sprawia, że w grze ofensywnej uczestniczyć może niemal cała drużyna.

Nie możemy zapominać jednak o wadach

Gdyby formacja 4-4-2 miała same zalety, prawdopodobnie nigdy nie straciłaby swojej pozycji. Tymczasem już na początku XXI w. zaczęto od niej powszechnie odchodzić w Hiszpanii i Włoszech, aż w końcu nawet wierni tej taktyce Anglicy kompletnie stracili do niej sentyment. Co takiego się stało, że nawet oni przestali stosować tę taktykę? 

Do upadku tej formacji doprowadziło dokładnie to samo, co najpierw wyniosło ją na szczyt. Inne taktyki były zwyczajnie skuteczniejsze w opanowywaniu środka pola. Dwójka pomocników nie radziła sobie z trzema graczami z ustawień takich jak 4-2-3-1, szczególnie jeśli drużyna przeciwna potrafiła korzystać z ofensywnych zalet swoich bocznych obrońców odciągających bocznych pomocników zespołu trzymającego się formacji 4-4-2. To była główna przyczyna.

Innym wyraźnym niedostatkiem tego ustawienia są przerwy pomiędzy obroną, pomocą i atakiem. Między trzema liniami bardzo łatwo znaleźć wolną przestrzeń, a rozciągnięcie drużyny na całą szerokość boiska również nie pomaga się w bronieniu się przeciwko mobilnym zespołom, które wymieniają setki podań. 

Czyżby taktyka 4-4-2 miała się odrodzić?

W ostatniej dekadzie to ustawienie uznawane było za przeżytek. Mimo to kilku trenerów z powodzeniem ustawiało tak swoje zespoły. Najlepszym przykładem będą tu mistrzowie Premier League z sezonów 2013/2014 oraz 2015/2016. Manuel Pellegrini w Manchesterze City oraz Claudio Ranieri w Leicester City sięgnęli dzięki 4-4-2 po najwyższym laur na krajowym podwórku. O sukcesie „Lisów” pamięta się aż do dziś.

Przykład ligi angielskiej jest niereprezentatywny ze względu na zakorzenione w niej inklinacje do tej taktyki, a od tamtego czasu minęło już trochę lat? W sezonie 2019/2020 ustawienie 4-4-2 sprawdzało się w Atletico Madryt pod wodzą Diego Simeone, preferującego tę formację od lat. Podobnie zestawiał główną jedenastkę Thomas Tuchel, który wraz z PSG dotarła do finału Ligi Mistrzów i uległ dopiero potężnemu Bayernowi Monachium, który okazał się zdecydowanie najlepszy w ostatniej kampanii. W najbliższym czasie przekonamy się, czy jest to reanimowanie trupa, czy może trenerzy zaczną powracać masowo do taktycznych korzeni.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.