Lech Poznań ma wielkie możliwości i chce napisać piękną historię
Lech Poznań rozpoczyna obecny sezon od rywalizacji o Superpuchar Polski z Górnikiem Zabrze. Dla podopiecznych Nielsa Frederiksena będzie to rozgrzewka przed niezwykle ważnym dwumeczem z Aarhus GF w eliminacjach Ligi Mistrzów. Mistrzowie Polski latem wyraźnie się wzmocnili i wierzą w to, że mogą przejść do historii.
Wydaje się, że nigdy przed sezonem Kolejorz nie był tak silny jak obecnie. W końcu udało się uniknąć wyprzedaży składu, zamiast tego pojawiły się transfery jakościowych piłkarzy. Pierwszy raz Lech przystąpi do rozgrywek w roli hegemona i nikt nie ma wątpliwości co do tego, że jest to główny faworyt do zdobycia kolejnego mistrzostwa Polski.
Transfery robią wrażenie
Poznaniacy po zakończonym sezonie poza Antonio Miliciem nie stracili żadnego ważnego piłkarza. W klubie zostali Antoni Kozubal, Michał Gurgul, Bartosz Mrozek oraz Wojciech Mońka. Brak transferu pierwszej trójki przez ważnym meczem z Aarhus to istotna informacja dla Nielsa Frederiksena. W tym momencie jedynym piłkarzem, który może dostać zgodę na transfer jest Bartosz Mrozek ze względu na sprowadzenie Mateusza Lisa. Gurgul i Kozubal nie odejdą przed pojedynkami z mistrzem Danii lub nawet do końca eliminacji Ligi Mistrzów.
Poznaniacy nie są też przetrzebieni kontuzjami, co często zdarzało się po zdobyciu mistrzostwa Polski. Obecnie jedynymi nieobecnymi są Alex Douglas oraz dłużej pauzujący Ali Gholizadeh. Jak na poprzednie lata, lista niekorzystnych informacji jest wyjątkowo krótka. Kibice dostrzegają znacznie więcej pozytywów. Pierwszym z nich był wykup za ponad 4 miliony euro Luisa Palmy. Zapłacenie tak wielkiej kwoty Celticowi nie było wcale tak oczywiste. Warto jednak było zapłacić tak duże pieniądze za lidera ofensywy, który w wielu meczach poprowadził Kolejorza do zwycięstwa. Palma to piłkarz, który potrzebuje motywacji i wiele wskazuje na to, że w eliminacjach Ligi Mistrzów może być najlepszą wersją siebie. Jego ponadprzeciętny talent może okazać się kluczowy w newralgicznych momentach.
Ofensywa została również wzmocniona Allahyarem Sayyadmaneshem, który od dłuższego czasu znajdował się na listach skautingowych klubu. Irańczyk zdobył 11 bramek oraz zaliczył 10 asyst w Jupiler Pro League, co stanowi optymistyczny prognostyk przed jego występami w Lechu. Do Poznania trafił dość późno ze względu na problemy wizowe, jednak w meczu z Górnikiem powinien wejść na boisko z ławki rezerwowych. Zdaniem wielu irańskich oraz belgijskich ekspertów jest to piłkarz o zupełnie innej charakterystyce niż Palma i Gholizadeh.
Wspomniana dwójka robi różnicę przede wszystkim przeglądem pola oraz techniką, Sayyadmanesh ma być w tych aspektach nieco mniej uzdolniony, lecz ma nadrabiać szybkością, przygotowaniem fizycznym oraz zadziornością. W poprzednim sezonie mistrzom Polski brakowało piłkarza o takiej charakterystyce. Byli w składzie co prawda Daniel Hakans oraz Taofeek Ismaheel, jednak nie są to gracze o tak dużej jakości. Sayyadmanesh może więc okazać się brakującym ogniwem, które pozwoli rozwinąć w pełni skrzydła w ataku.
Piłkarze otrzymują przyśpiewki od kibiców. Tym razem swojej doczekał się Luis Palma. 🇭🇳 pic.twitter.com/5ZKgOx1QEa
— Radosław Laudański (@radek_laudanski) May 23, 2026
Lech musi wzmocnić obronę i drugą linię
Ostatnie przeprowadzone wzmocnienie to grający wcześniej w FC Metz Terry Yegbe. 25-letni stoper kosztował 3 miliony euro i ma zastąpić Antonio Milicia. Wcześniej występował w szwedzkim Elfsborgu razem z Timothym Oumą, gdzie wyglądał bardzo dobrze w meczach Ligi Europy przeciwko Romie, Karabachowi Agdam czy Nicei. Ghańczyk imponuje warunkami fizycznymi, ponieważ mierzy 195 cm. Jest niezły w wyprowadzeniu piłki i powinien robić różnicę swoją siłą. W poprzednim sezonie piętą achillesową Lecha była obrona. Mistrzowie Polski tracili wiele bramek i dopiero wiosną sytuacja uległa poprawie. Wszyscy fani mocno liczą na to, że Wojciech Mońka i Terry Yegbe stworzą szczelny mur i nawiążą do czasów Bartosza Bosackiego oraz Manuela Arboledy.
Wydaje się, że przyjście Yegbe z miejsca podniesie jakość formacji defensywnej, nowy zawodnik całkiem obiecująco wyglądał w przedsezonowych sparingach. Być może defensywa będzie wyglądała lepiej również dzięki nowemu bramkarzowi, w końcu Mateusz Lis wykręcał najlepsze statystyki w lidze tureckiej i wyglądał znacznie lepiej od Edersona oraz Andre Onany. Biorąc pod uwagę nieco słabszą formę Bartosza Mrozka, być może Lecha czeka wzrost jakości w bramce, która i tak była silnie obsadzona.
Jeśli latem można się do czegoś przyczepić, to tylko do pewnej niepewności w defensywie. Obecnie poza Mońką i Yegbe, pojawiają się wątpliwości co do formy pozostałych stoperów. Mateusz Skrzypczak zawiódł bowiem po powrocie do stolicy Wielkopolski, a Alex Douglas od jesieni 2024 roku nie daje zbyt wielu argumentów Nielsowi Frederiksenowi. Szwed często jest kontuzjowany, a kiedy gra to nie wygląda przekonująco. Wydaje się, że wymiana Douglasa na lepszego stopera do rywalizacji jest jak najbardziej racjonalnym rozwiązaniem. Mistrzom Polski mógłby się także przydać nowy defensywny pomocnik, ponieważ Timothy Ouma wrócił z wypożyczenia. Kenijczyk miał w Lechu lepsze i gorsze momenty, jednak gwarantował trenerowi pewien komfort i w wielu meczach wprowadzał równowagę w defensywie. Obecna druga linia z Antonim Kozubalem, Pablo Rodriguezem, Filipem Jagiełło i Radosławem Murawskim wygląda solidnie, jednak dołożenie jakości wydaje się konieczne podczas eliminacji Ligi Mistrzów.
Mistrzowie Polski chcą mierzyć wysoko
Podczas mojego życia Lech Poznań nigdy nie miał tak wielkiej szansy na wejście do Ligi Mistrzów. Dzięki rozstawieniom wydaje się, że jedynym zespołem, z którym mistrzowie Polski nie byliby uznani za faworyta jest AEK Ateny. Aczkolwiek nadal mówimy o przeciwniku, z którym realnie można powalczyć o przejście przez bramy piłkarskiego raju. Aby zagrać z Grekami Lech musi przejść przez drugą oraz trzecią rundę i mieć pecha w losowaniu. Pozostali rywale dysponują mniejszym potencjałem od Kolejorza i nie inaczej jest z Aarhus GF, o którym szerzej pisaliśmy po losowaniu. Wydaje się, że wylosowanie mistrzów Danii wymusiło na Lechu szybkie działania na rynku transferowym, co w dłuższej perspektywie może okazać się pomocne w eliminacjach.
Pierwszy raz przed sezonem postrzegamy Lecha jako ligowego dominatora. Rok temu podopieczni Nielsa Frederiksena również byli postrzegani jako faworyt do zdobycia mistrzostwa Polski, z zastrzeżeniem, że rywale również robili wrażenie na postronnych obserwatorach. Teraz sytuacja jest inna, Kolejorz stał się jedynym faworytem do zdobycia tytułu. Od czasów dominacji Legii Warszawa oraz Wisły Kraków nie widzieliśmy w Ekstraklasie drużyny o tak wyjątkowym statusie. To nie przypadek, ponieważ Kolejorz jest jedyną drużyną oprócz wspomnianej dwójki, która w XXI wieku zdołała obronić mistrzowski tytuł. Lechici zostali mistrzem po raz trzeci od 2022 roku i mają chrapkę na to, by zdominować całkowicie ligowe rozgrywki i zagrać w Lidze Mistrzów.
Właściciele wyraźnie sięgnęli do kieszeni, czym pokazali, że zależy im na spełnieniu marzeń wielu pokoleń kibiców. Istnieje duża szansa na to, aby obecne lato stało się niezapomniane przy Bułgarskiej, oczekiwania są wysokie jak nigdy wcześniej.
Poznań – Miasto Mistrzów ⭐️
Historia, którą wciąż tworzymy. RAZEM! pic.twitter.com/JiqziRySEK— Lech Poznań ⭐️ (@LechPoznan) July 14, 2026
Superpuchar to rozgrzewka
Mecz w Superpucharze Polski z Górnikiem Zabrze będzie rozgrzewką przed znacznie ważniejszą rywalizacją z Aarhus GF. W końcu jednak mamy do czynienia z dogodnym terminem kiedy kluby nie muszą wystawiać rezerwowego składu z powodu rozgrywania ważniejszego spotkania w eliminacjach europejskich pucharach. Teraz do meczu z Aarhus został prawie tydzień, a Niels Frederiksen może przetestować najbardziej optymalne ustawienie. Wiele wskazuje na to, że możemy zobaczyć otwarty i widowiskowy mecz.
W wielu krajach Europy mecze o Superpuchar są bardziej efektowne od tych w lidze lub europejskich pucharach ze względu na mniejszą stawkę. Podobną tendencję widzimy w Lidze Narodów, gdzie największe reprezentacje również decydują się na pojedynek z opuszczonymi gardami, co często kończy się wynikiem 4:3. Obyśmy zobaczyli kapitalne widowisko, które nastroi nas przed powrotem polskiej piłki klubowej.

