Twierdza Simeone czeka na Arsenal. Statystyki są brutalne
Środowy półfinał Ligi Mistrzów pomiędzy Atletico Madryt a Arsenalem to coś więcej niż walka o finał w Budapeszcie. To starcie dwóch wielkich klubów, które mimo ogromnej historii wciąż czekają na swój pierwszy triumf w najważniejszych europejskich rozgrywkach.
Arsenal rozegrał już 223 mecze w Pucharze Europy i Lidze Mistrzów bez zdobycia trofeum, Atletico ma ich na koncie 190. Obie drużyny doskonale znają smak rozczarowania, ale teraz jedna z nich stanie przed kolejną wielką szansą. Estadio Metropolitano będzie areną pierwszego aktu tej historii. Presja jest ogromna, stawka jeszcze większa, a margines błędu praktycznie nie istnieje. To może być wieczór, który zapamiętają całe pokolenia kibiców.
Klątwa gigantów bez korony
Arsenal i Atletico łączy wyjątkowo bolesna statystyka. To dwa zespoły, które rozegrały najwięcej spotkań w historii Pucharu Europy lub Ligi Mistrzów, nigdy nie sięgając po trofeum. Londyńczycy mają za sobą 223 mecze, madrytczycy 190.
Kanonierzy byli najbliżej w 2006 roku, gdy dotarli do finału, ale przegrali z Barceloną. Atletico przeżyło jeszcze większe dramaty, przegrywając dwa finały z Realem Madryt – w 2014 i 2016 roku. Każdy kolejny półfinał jest więc dla obu klubów próbą przełamania wieloletniego bólu.
To sprawia, że środowy mecz ma wymiar emocjonalny znacznie większy niż zwykły półfinał.
Twierdza Simeone kontra ambicja Artety
Atletico Madryt pod wodzą Diego Simeone stało się drużyną, która w Europie potrafi cierpieć, przetrwać i wykorzystać moment. Co ważne, na własnym stadionie w meczach pucharowych Ligi Mistrzów przeciwko angielskim klubom Atletico nigdy nie przegrało.
Bilans robi wrażenie: sześć zwycięstw i trzy remisy. Pokonywani byli tam m.in. Chelsea, Liverpool, Manchester United, Manchester City czy Tottenham. Metropolitano stało się miejscem, gdzie angielskie zespoły regularnie traciły pewność siebie.
Arsenal przyjeżdża jednak z inną mentalnością niż wielu poprzedników. Zespół Mikela Artety jest bardziej dojrzały, cierpliwy i znacznie lepiej zorganizowany bez piłki niż jeszcze dwa sezony temu.
Arsenal i seria, która pachnie finałem
Kanonierzy są o krok od wyrównania jednej z najlepszych serii w historii klubu w Europie. Arsenal nie przegrał żadnego z ostatnich 12 meczów w Lidze Mistrzów, notując 10 zwycięstw i dwa remisy.
Poprzednio lepszą passę mieli tylko w sezonie 2005/06, gdy doszli aż do finału. To może być dla kibiców bardzo symboliczny znak.
Jeszcze większe wrażenie robi defensywa londyńczyków. W spotkaniach, w których od początku grali David Raya, William Saliba i Gabriel Magalhães, Arsenal stracił tylko 11 goli w 22 meczach. Czyste konto zachowywał w 59 procentach przypadków.
W dwumeczu ze Sportingiem Lizbona zespół Artety pokazał cierpliwość i umiejętność kontroli nerwów. Teraz czeka go jeszcze trudniejsze zadanie.
Julián Álvarez – człowiek od wielkich wieczorów
Jeśli Atletico ma zrobić kolejny krok, ogromna odpowiedzialność spadnie na Juliána Álvareza. Argentyńczyk rozgrywa znakomity sezon i zdobył już dziewięć bramek w tej edycji Champions League – najwięcej w historii klubu w jednych rozgrywkach.
To jednak nie wszystko. Álvarez imponuje także pracą bez piłki. Jest liderem całej edycji pod względem liczby pressingów, co idealnie pasuje do stylu Simeone.
Obok niego może zagrać Antoine Griezmann, który marzy o zakończeniu przygody z Atletico wielkim trofeum. Francuz miał bezpośredni udział przy ponad 24 procentach wszystkich goli Atletico w historii Ligi Mistrzów. To pokazuje, jak wielkie znaczenie ma dla klubu.
Saka wraca w idealnym momencie
Największą nadzieją Arsenalu jest powrót Bukayo Saki. Skrzydłowy wrócił już do gry i może rozpocząć mecz w podstawowym składzie. To ogromna różnica dla ofensywy Kanonierów. Gdy Saka grał w tej edycji Ligi Mistrzów, Arsenal zdobywał średnio 2,6 gola na mecz. Bez niego ten wynik spadał do 1,5. To statystyka, która mówi wszystko.
Mając na uwadze te „smaczki”, przygotowaliśmy dla Was wiele ciekawych zakładów na ten mecz. Przekonajcie się sami!
Zakład możesz obstawić u polskiego, legalnego bukmachera BETFAN. Jeżeli nie masz tam jeszcze konta, to możesz skorzystać z najlepszej promocyjnej oferty na start i zgarnąć podwojenie wpłaty do 200 zł od trzech pierwszych depozytów i specjalny freebet 25 zł, a więc łącznie aż 625 zł! Przy rejestracji wystarczy wpisać kod promocyjny BETFAN – SPORTBETFAN.
Saka wnosi drybling, dynamikę, kreatywność i zdolność rozbijania niskiej defensywy. Właśnie takich atutów Arsenal będzie potrzebował przeciwko zwartemu blokowi Atletico.
Skorzystać może również Viktor Gyökeres, który czeka na przełamanie w fazie pucharowej. Napastnik miał dotąd zbyt mało okazji, ale obecność Saki może całkowicie zmienić ten obraz.
Historia ostatnich starć
Obie drużyny spotkały się już w tej edycji rozgrywek. Arsenal rozbił Atletico 4:0 na Emirates Stadium w fazie ligowej, zadając Hiszpanom jedną z najwyższych porażek w historii występów w turnieju.
Wcześniej pamiętne były półfinały Ligi Europy 2017/18. Wtedy Atletico wygrało dwumecz 2:1 i później sięgnęło po trofeum.
To oznacza, że oba zespoły mają sobie coś do udowodnienia. Arsenal chce potwierdzić dominację z jesieni, Atletico pragnie rewanżu.
Taktyczna wojna o centymetry
To będzie starcie dwóch zupełnie różnych filozofii futbolu. Atletico może oddać piłkę i czekać na moment do kontry. Arsenal spróbuje dominować poprzez posiadanie, pressing po stracie i cierpliwe budowanie przewagi.
W takich meczach nie zawsze decydują wielkie akcje. Często wystarczy jeden błąd ustawienia, stały fragment gry albo chwila geniuszu lidera. Simeone będzie chciał spowolnić mecz i wciągnąć Arsenal w fizyczną walkę. Arteta spróbuje nadać rytm i zmusić gospodarzy do biegania bez piłki.
Kto zrobi pierwszy krok do Budapesztu?
Pierwszy mecz półfinału nie rozstrzygnie wszystkiego, ale może ustawić cały dwumecz. Jeśli Atletico wygra u siebie, pojedzie do Londynu z komfortem psychicznym. Jeśli Arsenal wywiezie korzystny wynik, stanie się faworytem rewanżu.
Jedno jest pewne – ktoś będzie bliżej spełnienia marzenia, na które czeka od dziesięcioleci. Emocje będą gwarantowane, a kibice mogą spodziewać się kolejnego widowiska i być może taktycznej wojny dwóch strategów, czyli Simeone oraz Artety.

