Stawowy znowu wraca. Ale i tak jest skazany na porażkę

Jest w Polsce sporo dobrych trenerów, którzy pozostają bez pracy. Adam Nawałka, Jacek Zieliński czy Dariusz Dźwigała to niektórzy z nich. Ten pierwszy na pewno by się nie zgodził prowadził ŁKS Łódź, ale z pozostałą dwójką można by było spokojnie negocjować. Beniaminek jednak wszystkich zaskoczył i zakomunikował, że to Wojciech Stawowy będzie nowym szkoleniowcem.

ODMROŻENIE DYREKTORA

Przypomnijmy: Stawowy po raz ostatni prowadził Widzew Łódź w sezonie 2014-15. Następnie miał przerwę, a po niej przez długi czas był dyrektorem sportowym Escoli Varsovia pod patronatem Barcelony. Wydawało się, że 54-latek raczej już zadowoli się tą funkcją, jednak przystał na propozycję Łódzkiego Klubu Sportowego i spróbuje uratować go przed spadkiem.

Szczerze? To mission impossible. ŁKS ma jedną z najsłabszych kadr w lidze, zimą odszedł od nich Dani Ramirez, czyli absolutnie kluczowy piłkarz, klub zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, a strata do 13. Wisły Kraków, która zajmuje ostatnią bezpieczną pozycję w tabeli, wynosi aż 11 punktów. Biorąc pod uwagę fakt, że do końca sezonu zostało 11 meczów, jest to zadanie raczej nie do wykonania.

STAWOWY I JEGO KOMPROMITUJĄCA ŚREDNIA

Napisaliśmy „raczej”, żeby uchronić się przed blamażem, gdyby Stawowy faktycznie utrzymał ŁKS w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. On sam twierdzi, że ich sytuacja nie jest łatwa, ale na pewno nie beznadziejna i wszystko można jeszcze zmienić. Optymizmu mu nie brakuje, no ale z drugiej strony musi mówić takie rzeczy, żeby zmobilizować piłkarzy. Gdyby nie wierzył w ten zespół, władze łódzkiego klubu nawet by nie rozważały jego kandydatury.

Kiedy wystartuje Ekstraklasa – a mamy nadzieję, że stanie się to pod koniec maja – będziemy z ciekawością oglądali grę jego drużyny. Stawowy zawsze chciał, by jego drużyna prezentowała futbol ładny dla oka. Czasami szły za tym wyniki, ale zdecydowanie częściej pozostawał spory zawód. Fakty są takie, że jego dwie ostatnie przygody z trenerką były całkowicie nieudane. Z Miedzią Legnica zdobywał średnio 0,92 pkt na mecz, a z Widzewem Łódź jeszcze mniej, bo 0,81.

Stawowy wraz z końcem maja rozpocznie swój nowy początek. Ale czy udany? Śmiemy w to wątpić.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.