Polska o krok od kompromitacji… Zieliński ratuje kolegów w końcówce
Reprezentacja Polski zakończyła eliminacje mistrzostw świata zwycięstwem 3:2 nad Maltą, choć spotkanie w Ta’ Qali zamieniło się w prawdziwy thriller.
Biało-Czerwoni trzykrotnie wychodzili na prowadzenie, a mimo to do końca drżeli o wynik. Wygrana daje nadzieję na rozstawienie w barażach, lecz gra pozostawia wiele pytań.
Polska wymęczyła zwycięstwo na Malcie. Thriller, błędy i nerwy do ostatniej sekundy
Reprezentacja Polski wykonała plan i zakończyła fazę grupową eliminacji mistrzostw świata wyjazdową wygraną 3:2 z Maltą. Jednak sposób, w jaki Biało-Czerwoni dopisali te trzy punkty, daleki był od ideału. Podopieczni Jana Urbana przez długie fragmenty zmagali się nie tylko z ambitnym rywalem, ale również z własnymi błędami, brakiem koncentracji i trudnymi warunkami boiskowymi. Choć na stadionie Ta’ Qali dominowali polscy kibice — szacuje się, że na trybunach było ich ponad cztery tysiące — to atmosfera bardziej przypominała nerwowy egzamin niż kontrolowane spotkanie faworyta.
Mecz, który statystycznie powinien być formalnością, zamienił się w jedną z najbardziej chaotycznych i pełnych zwrotów akcji potyczek Polaków w ostatnich latach. Po końcowym gwizdku ulgę było widać na twarzach zarówno zawodników, jak i sztabu szkoleniowego. Wygrać trzeba było za wszelką cenę — i udało się, choć w sposób daleki od przekonującego.
Malta:
Bonello – Muscat (54′ Collaban), Shaw, Mentz (87′ Buhagiar), Camenzuli – Mbong (46′ Overbeng), Guillaumier, Satariano, Teuma (77′ Pepe), Chouaref – Cardona (77′ Mbong)
Polska:
Drągowski – Wiśniewski (76′ Bereszyński), Kędziora, Kiwior – Wszołek (76′ Grosicki), Slisz (76′ Kapustka), Zieliński, Skóraś – Kamiński (90′ Rózga), Zalewski (46′ Świderski) – Lewandowski.
Rozpoczęcie zgodne ze scenariuszem, ale problemy szybko wyszły na jaw
Już w trzeciej minucie blisko otwarcia wyniku był Bartosz Slisz, którego mocny strzał z dystansu zatrzymał jednak czujny Henry Bonello. Ten moment mógł dać Polakom komfort, którego tak bardzo dziś brakowało. Zamiast tego mecz bardzo szybko zaczął wymykać się spod kontroli. Malta, choć teoretycznie o mniejszym potencjale piłkarskim, podeszła do spotkania z ogromną determinacją, chcąc zakończyć eliminacje z historycznym dorobkiem punktowym.
Polacy popełniali proste błędy w środku pola i obronie, co wymuszało interwencje często na granicy faulu. Efektem były żółte kartki dla Przemysława Wiśniewskiego i Nicoli Zalewskiego. Ten drugi — ukarany w zupełnie niegroźnej sytuacji — wypadnie z półfinału baraży, co już teraz stanowi poważne osłabienie na kolejne, znacznie trudniejsze spotkanie.
Mimo słabego wejścia w mecz, to Biało-Czerwoni jako pierwsi stworzyli groźną akcję. W 22. minucie Zalewski mógł otworzyć wynik strzałem z dystansu, lecz piłka minęła słupek. Dziesięć minut później przewaga Polaków wreszcie znalazła odzwierciedlenie na tablicy wyników. Kapitalne dośrodkowanie z rzutu wolnego posłał Piotr Zieliński, a Robert Lewandowski — pewnym uderzeniem głową — otworzył wynik spotkania.
Historyczny gol Malty i chaos w polskiej obronie
Zamiast uspokojenia przyszło to, co najgorsze. Zaledwie cztery minuty po trafieniu Lewandowskiego, Polska podarowała gospodarzom wyrównanie. Serią nonszalanckich błędów popisali się Tomasz Kędziora i Jakub Kiwior, po czym Joseph Mbong znalazł się oko w oko z Bartłomiejem Drągowskim. Polski bramkarz obronił pierwszy strzał, ale Irvin Cardona dopadł do odbitej piłki i — po dwóch dobitkach — zdobył gola, który przeszedł do historii jako pierwsza bramka strzelona Polsce przez Maltę.
Gospodarze napędzeni niespodziewanym sukcesem próbowali pójść za ciosem. Uderzenie Satariano zmusiło Drągowskiego do kolejnej ważnej interwencji. Polska natomiast grała nerwowo, mało precyzyjnie, często spóźniona w pojedynkach. Do przerwy sensacyjny remis 1:1 wydawał się jak najbardziej zasłużony.
Więcej energii po przerwie, ale błędy znów dały o sobie znać
Drugą część meczu Polacy rozpoczęli znacznie lepiej. Więcej animuszu, więcej gry kombinacyjnej, więcej ruchu. Szybko pojawiły się okazje — najpierw Lewandowski, potem Jakub Kamiński byli blisko ponownego objęcia prowadzenia, choć oba uderzenia minimalnie chybiły celu.
Przełom nadszedł w 59. minucie. Lewandowski uderzał na bramkę, strzał został zablokowany, ale piłka spadła pod nogi Pawła Wszołka. Skrzydłowy Legii Warszawa nie zmarnował prezentu — pewnie umieścił futbolówkę w siatce, dając Polsce zasłużone prowadzenie.
Chwilę później wydawało się, że jest po meczu. Karol Świderski wykończył świetną akcję i podwyższył na 3:1. Jednak radość trwała zaledwie kilkanaście sekund. Sędzia został wezwany do monitora VAR, gdzie odtworzono sytuację sprzed zdobycia gola — faul Jakuba Kiwiora na Cardonie we własnym polu karnym. Gol Świderskiego anulowany. Rzut karny dla Malty. Teddy Teuma zamienił go na bramkę, doprowadzając do wyniku 2:2.
Drugi raz w meczu przewaga Polaków rozpłynęła się w przeciągu kilku minut…
Końcówka pełna nerwów i niespodziewany bohater
Niespodzianki jednak nie było jeszcze koniec. Malta, napędzana dopingiem własnych kibiców, bardzo poważnie zagroziła bramce Drągowskiego po fatalnym błędzie Kiwiora. Overend wyszedł na pozycję, która mogła zakończyć się golem na 3:2 dla gospodarzy, lecz polski bramkarz uratował drużynę znakomitą interwencją.
W 85. minucie to Polska zadała ostateczny cios. Piotr Zieliński dostał piłkę przed polem karnym i oddał niepozorny strzał. Futbolówka odbiła się od jednego z obrońców, kompletnie zmyliła Bonello i wpadła do siatki. Pomocnik Interu nie celebrował przesadnie gola — bardziej niż radość widać było na jego twarzy ulgę. Ulga była zresztą dominującym uczuciem wszystkich oglądających ten mecz.
W doliczonym czasie gry — aż dziesięć minut! — Polacy nie potrafili utrzymać się przy piłce, co jedynie potęgowało napięcie. Malta kilka razy podchodziła pod pole karne Biało-Czerwonych, ale ostatecznie zabrakło jej jakości, aby ponownie wyrównać.
Polska wygrała 3:2, kończąc eliminacje z kompletem tego, po co przyjechała — trzema punktami. Jednak styl był mocno niepokojący.
Warunki boiskowe krytykowane przez Zielińskiego
Już po meczu Piotr Zieliński w rozmowie z TVP Sport przyznał, że jego gol padł w dużej mierze dzięki szczęśliwemu rykoszetowi.
— Spróbowałem uderzyć, choć to nie był jakiś fantastyczny strzał. Pomógł rykoszet, ale jak się nie próbuje, to nie ma bramek. Najważniejsze są trzy punkty — podkreślił Polak.
Jednocześnie pomocnik zwrócił uwagę na fatalną murawę.
— To boisko tak naprawdę nie nadawało się do gry. Łydki i dwugłowe mam bardzo przeciążone. Będę dochodził do siebie przez kilka dni — powiedział, dodając, że Maltańczycy zaskoczyli Polaków odwagą w grze po ziemi.
Jego słowa tylko potwierdzają, jak trudne warunki zastali Biało-Czerwoni na Malcie — choć, jak zaznaczył, to nie może być usprawiedliwienie dla tak chaotycznej gry.
Dramat zakończony pełną pulą, ale ostrzeżenie pozostaje
Zwycięstwo w Ta’ Qali ma znaczenie przede wszystkim praktyczne. Polska zachowuje szansę na rozstawienie w barażach, a to zwiększa szanse na trafienie łatwiejszego rywala w półfinale. Jednak wnioski z gry są niepokojące. Drużyna, która chce pojechać na mundial, nie może trzykrotnie oddawać prowadzenia i pozwalać przeciwnikowi z końca rankingu FIFA na tworzenie tylu sytuacji.
Choć plan został wykonany, to styl pozostawia wiele do życzenia — a najpoważniejsze wyzwania dopiero przed Polakami.
