Piłkarska podróż w krzywym zwierciadle wtop (cz. 9)

Serie bez porażek, a może wręcz przeciwnie długie passy bez zwycięstwa i strzelonych goli to chleb powszedni piłkarskich rozgrywek na różnych szczeblach. Z przekąsem będziemy dla was przytaczać te niecodzienne statystyki, bowiem nie mogą trwać wiecznie, a to sprawia, że można uszczknąć coś dla siebie. Zapraszamy na piłkarską podróż w krzywym zwierciadle.

Górnik Zabrze – Legia Warszawa (21.11, 17:30)

W filmie „Dzień Świstaka” główny bohater – dziennikarz relacjonujący tytułowe święto – stwierdza, że był to dla niego fatalny dzień i liczy, że można go powtórzyć. Po przebudzeniu ponownie może przerzyć ten sam dzień. Na jego nieszczęście sytuacja powtarza się wielokrotnie, bowiem po zamknięciu pętli czasu, owe święto będzie powtarzać się w nieskończoność. Z Dniem Świstaka, a w zasadzie z Rokiem Świstaka mierzą się regularnie w Warszawie, a szczególnie jeden jegomość o długich włosach o gołębim kolorze. Pętla historii od dłuższego czasu wygląda tak samo.

Rozgrywki rozpoczyna ten sam trener, co w poprzednim sezonie. Inauguruje go jednak bardzo szybko ze względu na udział w eliminacjach europejskich pucharów. Wczesną bądź późniejszą jesienią odnosi w nich dotkliwą porażkę, przy okazji zawalając kilka ligowych spotkań. Wspomniany długowłosy właściciel klubu decyduje się na zmianę na ławce trenerskiej. Wybór pada często dość przypadkowo, zwykle na kogoś znajdującego się blisko klubu, czego dowodzą zatrudnienia Marka Gołębiewskiego, Aleksandara Vukovicia czy Deana Klafuricia. Zespół podnosi się po klęskach, co prawda już nie liczy się w Europie, ale odrabia straty w ligowej tabeli, ostatecznie finiszując jako mistrz Polski lub na innym miejscu podium. Osławiony sukcesem inauguruje kolejny sezon, a Rok Świstaka rozpoczyna się na nowo.

W tym roku sprawa w Legii Warszawa ma się dużo gorzej niż zazwyczaj. Pierwszy raz od 1950 roku Wojskowi przegrali sześć meczów ligowych z rzędu, co jest aktualnie również najgorszą serią w Ekstraklasie. Przed przerwą reprezentacyjną nie zanosiło się na poprawę. Trener Gołębiewski, który stał się jedynie częściowym szczęśliwcem przejmując schedę po Czesławie Michniewiczu, szybko zrozumiał w jak duże i grząskie bagno wdepnął, decydując się na ten ruch. Odważnie ogłosił, że stanowcze ruchy powinni podjąć zarządzający Legią, w celu pobudzenia zawodników do wzmożonej pracy. O mało przez tę deklarację nie skrócił swojej legijnej przygody do kilkunastu dni, choć i tak jego kadencja nie powinna potrwać dłużej niż do przerwy zimowej. Do tego czasu musi jednak poprowadzić mistrzów Polski w co najmniej dziewięciu meczach.

Drogę na szafot, bo coraz mniej wskazuje na to, że po nowy kontrakt, Gołębiewski rozpoczyna na nowo w Zabrzu. Liczy, że przerwie najgorszą serię klubu od 70 lat. Kurs na to, że uda mu się to wynoszą 2.37, jednak podobne próby legioniści podejmowali już w niżej notowanymi rywalami, dlatego nikt nie skazuje Górnika na pożarcie, a kurs na jego wygraną wynosi 3.0. To spotkanie może raz na zawsze przerwać kontinuum czasoprzestrzenne, w którym Legia Dariusza Mioduskiego funkcjonuje od dłuższego czasu. Na nieszczęście dla mistrzów Polski przerwanie Roku Świstaka oznacza kolejną porażkę i pożegnanie się z marzeniami o wywalczenie podium Ekstraklasy, dającego prawo gry w europejskich pucharach w przyszłym sezonie.

Liverpool – Arsenal (20.11, 18:30)

Choć kibice Legii nie przyjmują tego do wiadomości, to potencjalny spadek do I ligi znajduje się bliżej niż przypuszczają. Sytuację mistrzów Polski z degradacją można opisać cytując napis na lusterkach: „Obiekty w lusterku są bliżej niż ci się wydaje”. Podobnie miała się sytuacja w tabeli Premier League między Liverpoolem a Arsenalem. Gdy The Reds zajmowali pozycję lidera, Kanonierzy okupowali ostatnią lokatę. Wszystko zmieniło się 31 sierpnia. Wtedy zamknęło się letnie okno transferowe i zakończyły problemy ekipy z Północnego Londynu.

Forma Arsenalu wystrzeliła w górę, a sprowadzeni latem zawodnicy stanowią o jego sile. Aaron Ramsdale, Ben White, Takehiro Tomiyasu czy Albert Sambi Lokonga stali się ważnymi punktami składu Mikela Artety, czego owocem jest dziesięć meczów bez porażki z rzędu. Kanonierzy radzą sobie szczególnie dobrze w defensywie, zachowując aż siedem czystych kont w tychże dziesięciu spotkaniach, tracąc zaledwie cztery gole. 

Z tego powodu w mediach społecznościowych popularny stał się mem, w którym niczego niespodziewający się Liverpool po odwróceniu się przez ramię w ligowej tabeli zaskakująco dostrzega znajdujący się bardzo blisko Arsenal, choć nie tak dawno obie te drużyny zajmowały skrajne pozycje w Premier League. Czy jednak Kanonierzy będą w stanie przedłużyć swoją spektakularną serię bez porażki? Kurs na to, że Arsenal nie przegra wynosi 2.47

Real Sociedad – Valencia (21.11, 21:00)

Jeszcze większe zdumienie niż Liverpoolu na widok Arsenalu musieli odczuć kibice, którzy dowiedzieli się, która z drużyn posiada obecnie najdłuższą serię meczów bez porażki w ligach TOP 5. Jest nim bowiem Real Sociedad San Sebastian. Drużyna z Kraju Basków ponownie notuje świetną rundę jesienną jak w poprzednim sezonie. W tym momencie zajmuje pozycję lidera LaLiga i pozostaje niepokonana we wszystkich rozgrywkach od 16 meczów! Żadna inna drużyna z lig TOP 5 nie może pochwalić się takim wynikiem. Ostatnią porażkę RSSS poniósł w pierwszej kolejce z Barceloną (2:4).

Ponadto Real Sociedad posiada jedną z najmłodszych drużyn w LaLiga. Średnia wieku piłkarzy wynosi 26,2 lat. Pod tym względem niższy wynik posiada FC Barcelona i Valencia. Właśnie w najbliższej kolejce dojdzie do starcia najmłodszej z trzecią najmłodszą drużyną w LaLiga. Różnica polega na tym, że Valencia zajmuje 11. a Real Sociedad 1. miejsce. Nic więc zatem dziwnego, że kurs na triumf drużyny z Kraju Basków wynosi 1.83. A co za tym idzie – przedłużenie serii bez porażki do 17. meczów z rzędu.

ZAREJESTRUJ SIĘ W BETFAN!