Piłkarska podróż w krzywym zwierciadle wtop (cz. 6)

Serie bez porażek, a może wręcz przeciwnie długie passy bez zwycięstwa i strzelonych goli to chleb powszedni piłkarskich rozgrywek na różnych szczeblach. Z przekąsem będziemy dla was przytaczać te niecodzienne statystyki, bowiem nie mogą trwać wiecznie, a to sprawia, że można uszczknąć coś dla siebie. Zapraszamy na piłkarską podróż w krzywym zwierciadle.

Piast Gliwice – Legia Warszawa (24.10, 20:00)

Za dnia pięknością, w nocy zaś szkaradą. Póty czar będzie trwał, póki miłości poznasz słodki smak i prawdziwy swój przybierzesz kształt – wybrzmiała treść klątwy popularnej bajki dla dzieci „Shrek”. Wygląda jednak na to, że 20 lat po premierze filmu klątwa ponownie nawiedziła świat, lecz ten rzeczywisty, a nie wirtualny. Tym razem ofiarą nie jest księżniczka Fiona, a mistrzyni Polski – Legia. Za dnia, czyli w ciągu tygodnia, jest niebywałą pięknością. Swoją urodą świeci na europejskich salonach. W kwalifikacjach przegrała tylko jeden mecz, awansując do fazy grupowej Ligi Europy. Na tym etapie międzynarodowych rozgrywek znalazła się po raz pierwszy od pięciu lat. Wdzięku nie szczędziła również w fazie grupowej odprawiając najpierw rosyjski Spartak Moskwa, a później Leicester City, nie tracąc w tych potyczkach gola i będąc liderem na półmetku Ligi Europy.

W weekend mistrzyni Legia przeobraża się jednak w niewyobrażalną szkaradę. Kibicom łzawią oczy i cierpnie skóra od widoku pokracznie poruszającej się ogrzycy w krajowych rozgrywkach. Choć fani stale łudzą się, że w niedzielę zachowa nieco uroku z tygodnia, to rzeczywistość brutalnie sprowadza ich na ziemię. Przegrała pięć na ostatnich rzecz ligowych meczów, łącznie mając aż sześć porażek po zaledwie dziewięciu spotkaniach. W dobie przyznawania trzech punktów za zwycięstwo pod względem punktowym nie miała gorszego startu w ekstraklasie. I choć dla Europejczyków jest atrakcyjną damą, lawirującą między potentatami z Anglii, Włoch czy Rosji, to na krajowej scenie potyka się na każdym schodku, a trzeba przyznać, że w ostatnich latach regularnie docierała na jej szczyt.

Poza czołową dwójką ostatni raz uplasowała się w 2012 roku, poza podium dwa lata wcześniej. W XXI wieku ani razu nie plasowała się niżej niż czwarte miejsce. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 1998 roku. Poniżej piątej pozycji zakończyła rozgrywki w 1992 roku, a poniżej 10. lokaty nigdy nie spadła. Obecnie plasuje się na 15. pozycji i mało wskazuje na to, że zdoła ją w krótkim czasie poprawić. Kolejna szansa nastąpi w niedzielę w rywalizacji z Piastem Gliwice. Kurs na to, że Legia przerwie serię trzech porażek z rzędu i pokona podopiecznych Waldemara Fornalika wynosi 2.38. Czy jednak znajdzie się jakikolwiek rycerz, który będzie w stanie zdjąć klątwę Legii? Czarodziej, który rzucił urok na nią – Czesław Michniewicz wciąż pozostaje w jej szeregach, lecz kursy nie wskazują na to, by miał dotrwać w takim stanie do końca roku, bowiem wynoszą 1.50. Zwykle takie historie kończą się happy endem, ale dzieje się tak głównie w bajkach, rzeczywistość może okazać się dużo brutalniejsza i zamiast awansu do fazy pucharowej europejskich pucharów oraz obrony mistrzostwo Polski, Legia zostanie odarta z marzeń i występów w Europie w przyszłym sezonie.

 

FC Barcelona – Real Madryt (24.10, 16:15)

Równie szpetna w ostatnim czasie stała się inna z dam. Zwą ją Barcelona, a bliscy mówią jej Blaugrana. Ostatnie lata cieszyła oczy europejskich dostojników. Zgrabnie lawirowała między partnerami zarówno w Hiszpanii, jak i na Starym Kontynencie. Po mistrzowskie odznaczenia sięgała raz po raz, kompletując ich w XXI wieku aż 35. Jej perłą w koronie był wychowany na własnej piersi mały argentyński geniusz – Leo Messi. W 2014 roku na dwór przybył wiele obiecujący jegomość – Josep Maria Bartomeu, który w krótkim czasie zaskarbił sobie sympatię wielu popleczników, zdobywając władzę. Władzę wykorzystał w niecnym celu, trwoniąc pieniądze na potęgę, siejąc złą nowinę wewnątrz dworu, nastawiając ostatecznie wszystkich przeciwko sobie, co poskutkowało niemal bezceremonialnym oddaniem największej perły za bezcen do Paryża.

Nad dworem nastały ciemne chmury. Blaugrany nie stać obecnie na wytworne stroje czy nowe perły. Do tej pory pospolici dworzanie na europejskich salonach, jak Benfica, zaczęli traktować ją bezceremonialnie, ładując trzy gole i pewnie wygrywając, dlatego Barcelona skupiła się na wykarmieniu kolejnych nowych pereł. W krótkim czasie 17-letni Gavi, 18-letni Pedri, Alex Balde czy Ansu Fati nadali nowego, dawno nieobecnego blasku koronie Blaugrany. Szczególnie ten ostatni błyszczy coraz mocniej i mówiąc pół żartem pół serio wygląda jak poprawna politycznie, netflixowa adaptacja historia o przekazaniu miejsca w Barcelonie od jednej perły – Messiego – do drugiej. Oficjalna nigdy nie nastąpiła, ale dokonania boiskowe Fatiego na to wskazują. Niemal każdy dotyk piłki zamienia w złoto. Od lutego 2020 roku strzelił 11 goli, oddając zaledwie 16 strzałów celnych. Kolejną szansę na pokazanie klasy 18-latek będzie miał na największym światowym balu, czyli podczas niedzielnego El Clasico. Kurs na to, że zdobędzie kolejną bramkę wynosi 2.87.

Radomiak – Górnik Łęczna (22.10, 18:00)

Na polskie salony po 36 latach przerwy powrócił latem Radomiak. Drużyna z Południa województwa mazowieckiego nie chcąc podzielić losu innych beniaminków, kompromitując się grą w elicie, zwieńczonej szybkim spadkiem, zdecydowała się dokonać sporego zaciągu piłkarzy na południe od Polski. Portugalczycy, Brazylijczycy a nawet Afrykaner zasilili szeregi ekipy z Radomia. Jak dotąd prezentują się jednak tak, by nie narazić się swoim kibicom, ale również nie zrobić krzywdy innym rywalom. W 12. dotychczasowych kolejkach Radomiak remisował aż siedmiokrotnie, co daje stanowi aż 58% wszystkich rozegranych meczów. 

Gdyby Zieloni utrzymali taki procent meczów zremisowanych na koniec sezonu mogliby się pochwalić 19 zremisowanymi spotkaniami, co byłoby absolutnym XXI-wiecznym rekordem Ekstraklasy. Do tej pory najwięcej remisów w jednym sezonie odniósł Górnik Zabrze w sezonie 2015/16, notując aż 18 takich wyników, z tym że po 12. kolejkach nie miał ich aż tak wiele, ile obecnie posiada Radomiak. Tu zaczynają się złe wiadomości dla ekipy trenera Dariusza Banasika, bowiem górnicy spadli w tamtym roku z ekstraklasy, a Zieloni jak ognia chcą tego uniknąć. Być może uda się przełamać już w najbliższej kolejce, gdzie, o zgrozo, zmierzą się z Górnikiem, tylko że Łęczna. Kurs na to, że Radomiak ponownie zremisuje wynosi aż 3.90. Ale może tym razem uda się mu oszukać przeznaczenie.

ZAREJESTRUJ SIĘ W BETFAN!