Piłkarska podróż w krzywym zwierciadle wtop (cz. 5)

Serie bez porażek, a może wręcz przeciwnie długie passy bez zwycięstwa i strzelonych goli to chleb powszedni piłkarskich rozgrywek na różnych szczeblach. Z przekąsem będziemy dla was przytaczać te niecodzienne statystyki, bowiem nie mogą trwać wiecznie, a to sprawia, że można uszczknąć coś dla siebie. Zapraszamy na piłkarską podróż w krzywym zwierciadle.

Brentford – Chelsea (16.10, 18:30)

Wszyscy ci, którzy lata temu oglądali „Nic śmiesznego” czy „Dzień Świra” mogli uznać te filmy za przezabawne, wręcz komiczne, jednak obecnie powracając do tych produkcji często zmieniają optykę, utożsamiając się z dramatem głównych bohaterów, czyli odpowiednio Cezarego Pazury i Marka Konrada. Nagle dowcipy stają się wyciskającą łzy rzeczywistością. Z perspektywy niektórych zawodników dzieje się podobnie. Jeden sezon to niemal niekończący się fantastycznych występów stand-upowych kończących się regularnie owacjami na stojąco, natomiast kolejny to seria wpadek i problemów, których kulminacją mógłby być, jak mawiał jeden z polskich trenerów, g***niany deszcz spadający na głowę nieszczęśnika. Do takich nieszczęśników może się zaliczać Timo Werner. Niemiecki napastnik, błyszcząc w RB Leipzig raz po raz trafiając do siatki rywali przyciągał uwagę wszystkich europejskich tuzów. Pozwolił sobie nawet zakpić z Bayernu Monachium, podpisując z nim wstępną umowę, z której ostatecznie odstąpił, przenosząc się na stałe do Chelsea. Chichot los sprawił, że Londyn nie okazał się dla 25-latka najbardziej przyjaznym środowiskiem. Jego instynkt strzelecki zawodził, w wyniku czego stał się obiektem kpin internetowych memiarzy, stracił miejsce w składzie, a latem otrzymał niebywale trudnego rywala do gry w ataku – Romelu Lukaku.

Gdy wydawało się, że gorzej być nie może na głowę Wernera spadał raz po raz g***wniany deszcz w postaci decyzji sędziów VAR. Od momentu przejścia niemieckiego napastnika do Chelsea arbitrzy po wideoweryfikacji anulowali aż 16 goli strzelonych przez 25-latka. Nic więc dziwnego, że jego strzelecka niemoc w Premier League trwała blisko pół roku. Werner przełamał się w końcu w meczu z Southampton przed przerwą reprezentacyjną. Snajper życzyłby sobie, żeby jego forma trwała dalej, tym bardziej, że w kadrze w dwóch październikowych spotkaniach strzelił dwa gole. Kolejną okazję do sprawdzenia będzie miał w sobotę w potyczce z Brentford. Kurs na to, że trafi do siatki Pszczół wynosi 3.10. 

LA Galaxy – Portland Timbers (17.10, 4:30)

Podobną serię notował inny napastnik, tym razem urodzony nad Wisłą – Jarosław Niezgoda. W przeciwieństwie do snajpera Chelsea nemezis byłego legionisty pozostają kontuzje. Tylko w zespole Wojskowych cierpiał na urazy stawu skokowego czy pauzował z powodu arytmii serca. Grając już w USA, w zespole Portland Timbers kolejną plagą, jaka na niego spadła było zerwanie więzadeł krzyżowych. Blisko 300-dniowa przerwa od gry sprawiła, że Niezgoda zatęsknił za piłką, ale trener Rodney Wallace nie dawał mu wielu szans na grę, dlatego wszystkie, które otrzymywał starał się spożytkować nie tylko jak najlepiej, ale i jak najszybciej. Mimo że pierwszego gola po kontuzji – w meczu z Real Salt Lake city (6:1) – strzelił pięć minut po wejściu na boisko, to szkoleniowiec nie zdecydował się go wystawić w większym wymiarze czasowym.

W kolejnym spotkaniu otrzymał tylko dwie minuty, więc gdy w następnym meczu z Interem Miami Niezgoda zauważył, że dostanie tylko osiem minut, nie zamierzał marnować ani chwili. Wobec tego na listę strzelców wpisał się już po 44 sekundach, co jest jedną z najszybciej zdobytych bramek po wejściu w historii MLS. Również kolejnych szans Polak nie zamierza marnować, by powrócić do pierwszego składu, dlatego już w niedzielnym starciu z LA Galaxy planuje wpisać się na listę strzelców. kurs na to, że tak się stanie wynosi 3.35.

Newcastle United – Tottenham Hotspur (17.10, 17:30)

Mimo przełamania takich serii nie było o napastnikach tak głośno jak o pewnym klubie znajdującym się w strefie spadkowej. Nagle wokół zespołu, który w tym sezonie nie wygrał w meczu w lidze zrobił się ogromny szum. Wszystko za sprawą ogromnych pieniędzy, jakie stoją za nowym właścicielem Newcastle United – przedostatniej drużyny Premier League. Sroki weszły w większościowe władanie publicznego funduszu inwestycyjnego Arabii Saudyjskiej, którego wartość wynosi 320 miliardów funtów. Dla porównania wartość dziewięciu innych najbogatszych właścicieli klubów piłkarskich na świecie, a znajdują się wśród nich takie ekipy jak Manchester City, PSG, Inter Mediolan, Chelsea, LA Galaxy czy Arsenal sumarycznie wynosi zaledwie 92,3 miliardów funtów, co stanowi zaledwie 28,5% możliwości finansowego nowego włodarza Newcastle. Co za tym idzie?

Już teraz mówi się głośno o zmianach na ławce trenerskiej Srok. Obecnie ekipę prowadzi Steve Bruce, ale na giełdzie nazwisk do zastąpienia 61-latka pojawiają się już Steven Gerrard, Lucien Favre, czy Brendan Rodgers, które należałoby wykupić z Leicester City. W BETFAN już teraz można przewidywać czy dojdzie do zmiany menadżera Newcastle. Prawdopodobnie Sroki pójdą podobną drogą co przed laty PSG czy Manchester City, a mianowicie skupią się na sprowadzaniu najlepszych piłkarzy, przepłacając na rynku transferowym. Wymienia się choćby takich graczy jak Philippe Coutinho czy wspomniany wyżej Timo Werner, co również można stawiać w BETFAN. Na razie kibice Newcastle wolą się skupiać na wyjściu ze strefy spadkowej, bo co to byłby za wstyd, gdyby takimi wielkimi pieniędzmi operować w Championship. Sroki wciąż czekają na pierwsze zwycięstwo. O przełamanie chcą powalczyć już w najbliższej kolejce z Tottenhamem Hotspur. Kurs na to, że podopieczni Bruce’a wygrają wynosi aż 3.50. Co ciekawe to nawet wyższy kurs niż na spadek Srok do Championship. Szanse na degradację BETFAN przewiduje na 3.15.

Zostaw komentarz

kod-sport-betfan