NBA: Drugi dzień Game 3 w playoffs!

Kolejny dzień zmagań w playoffs NBA. Dzisiaj w nocy będziemy mogli obejrzeć kolejne mecze Game 3 w tym jeden transmitowany na Canal+Sport. Dwa spotkania na zachodzie i jedno na wschodzie.

NBA: Atlanta Hawks- New York Knicks 29.05 (1:00) [1:1]

Z Madison Square Garden przenosimy się do Atlanty. Trae Young będzie mógł „odpocząć” od wyzwisk w swoją stronę na najbliższe dwa spotkania. Spowodowane są one uciszaniem kibiców po zwycięskim trafieniu w Game 1. Przed rozpoczęciem playoffs pisałem, że ta seria jest dla mnie największą zagadką i zapewne zakończy się wynikiem 4:3 dla jednej z drużyn. Po pierwszych dwóch meczach podtrzymuje swoje zdanie. Oba spotkania, były niezwykle wyrównane. Cieszyć może wysoka Derricka Rose’a. Kariera byłego MVP, była już na zakręcie, tymczasem w Game 2 poprowadził NYK do zwycięstwa, zdobywając 26 punktów.

NBA: Boston Celtics- Brooklyn Nets 29.05 (2:30) [0:2]

Ten mecz będzie transmitowany na Canal+Sport. Może po przenosinach do swojej hali Celtowie dadzą radę urwać jedno spotkanie rozpędzonym Nets. Brooklyn jest bardzo, bardzo silny. W pierwszych dwóch meczach nie pozostawił złudzeń i „przejechał się” po Bostonie. Trio Durant, Irving, Harden robi swoje i nawet tacy obrońcy jak Brown, Smart, czy Tatum nie są w stanie ich zatrzymać. Po pierwszych meczach przewiduje sweep. Myślę, że Nets w tym roku zameldują się w finałach NBA i zrobią to przegrywając po drodze maksymalnie 3 mecze.

NBA: Dallas Mavericks- Los Angeles Clippers 29.05 (3:30) [2:0]

Kto by się spodziewał? LA Clippers po raz kolejny nie dojechali psychicznie w playoffs. Luka Doncić nie gra w koszykówkę. On się nią bawi. Efekt? Dwa spokojne zwycięstwa w Los Angeles i możliwy sweep we własnej hali, a przecież to Clippers byli faworytami do wygrania tej serii. Słoweniec w pierwszych dwóch meczach zdobył łącznie 70 punktów i nie zamierza się zatrzymywać. W tej serii widać różnicę w warsztacie trenerskim. Rick Carlise zniszczył taktycznie Tyrona Lue a to przecież ten drugi zdobył mistrzowski pierścień. Teraz jednak widać, jaka zasługa w tym tytule była LeBrona Jamesa.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.