Jurgen Klopp. Trener, który przywrócił dawną chwałę The Reds

Jurgen Klopp to trener, którego polscy kibice kojarzą nie tylko z przywrócenia dawnej chwały Liverpoolowi, ale także wprowadzenia na salony polskiego trio z Borussii. Prześledźmy selekcjonerską karierę niemieckiego The Normal One.

Z artykułu na temat trenerskiej kariery Jurgena Kloppa dowiesz się:

Trenerska biografia Jurgena Kloppa rozpoczęła się w Mainz

Kiedy Jurgen Klopp w 2015 roku przejmował stery The Reds, poprosił prasę o nazywanie go “The Normal One”. Było to wyraźne nawiązanie do specjalnego przydomku Jose Mourinho, który ten nadał sobie obejmując posadę trenera Chelsea w 2004 roku. Nowy boss Liverpoolu opinię normalnego człowieka, fana heavy metalu i lubiącego wypić piwko równiachy, miał od lat. Gdy zostawał trenerem swojego pierwszego zespołu, wprost określał się mianem “średniego piłkarza z drugiej ligi”.

Jako tymczasowy szkoleniowiec zasiadł na ławce zespołu Mainz, w którym spędził ostatnie lata kariery piłkarskiej. Nie opuścił jej następnie przez siedem lat, przeżywając z klubem zarówno wzloty, jak i upadki. W trzecim pełnym sezonie zapewnił drużynie awans do Bundesligi, a rok później zespół otrzymał miejsce w ówczesnym Pucharze UEFA (dziś Liga Europejska) w ramach systemu fair play, premiującego drużyny grające elegancki futbol przy kulturalnym dopingu kibiców.

Niestety, w sezonie 2006/2007 zespół został relegowany po zajęciu 16. miejsca w lidze niemieckiej. Jurgen Klopp nie miał problemu z zaufaniem władz klubu, jednak sam zrezygnował z trenowania Mainz rok później. Powód był prosty: nie udało mu się wywalczyć kolejnego awansu. Na horyzoncie miał też znacznie lepsze propozycje trenerskie.

Cudowne lata z Borussią Dortmund

Jak wspominał sam Jurgen Klopp, po ogłoszeniu swojej decyzji o odejściu z Mainz w dawnym klubie zgotowano mu niezłe pożegnanie. Impreza była tak długa, że do niedzielnego poranka na jego automatycznej sekretarce zdążyli się nagrać przedstawiciele kilkunastu klubów zainteresowanych jego usługami. Wśród nich była Borussia Dortmund, która jednak niemal straciła szansę na podpisanie kontraktu z Kloppem. Wszystko ze względu na niską pensję, którą mu zaoferowano. W klubie z tak wielkimi tradycjami zarabiać miał mniej niż jako trener drugoligowego Mainz!

Podwyższenie początkowej propozycji bardzo szybko okazało się świetną decyzją włodarzy klubu z Signal Iduna Park. Mimo iż Klopp przejął zespół mający za sobą rozczarowujący sezon, zakończony na 13. miejscu, już w pierwszych miesiącach pracy z klubem udało mu się poszerzyć gablotę z pucharami. Zwycięstwo 2-1 w Superpucharze Niemiec z mistrzem i zdobywcą krajowego pucharu Bayernem Monachium było tylko przedsmakiem wielkich trofeów. W pierwszych dwóch sezonach z sukcesów dałoby się wymienić jeszcze tylko awans do europejskich pucharów, ponieważ trener die Borussen koncentrował się głównie na budowaniu zespołu.

Filozofia była prosta: nabywanie graczy młodych i głodnych sukcesu, którzy za przewodnictwem charyzmatycznego trenera byli skłonni gryźć trawę i wprowadzać w życie wyczerpującą taktykę Jurgena Kloppa. Polegała ona na wysokim, agresywnym pressingu, wspartym błyskawicznymi kontratakami. Bardzo szybko przyniosło to pierwsze efekty: jeden z najmłodszych składów spośród wszystkich europejskich lig zdobył w sezonie 2010/2011 tytuł mistrzowski, a rok później dublet, wygrywając dodatkowo Puchar Niemiec po imponującym zwycięstwie 5-2 nad Bayernem Monachium. Najpiękniejszy sezon, choć jednocześnie najbardziej rozczarowujący, Borussia pod przewodnictwem Kloppa zaliczyła w latach 2012/2013. 

Wówczas niemiecki trener postanowił skupić się na europejskich pucharach, czego konsekwencją było zajęcie drugiego miejsca w lidze i odpadnięcie z DFB-Pokal już w 1/16 finału. Niestety, nie udało się wygrać również Ligi Mistrzów, ale droga do finału zapamiętana zostanie przez kibiców na długie lata. Szczególnie tych znad Wisły, gdyż to właśnie wówczas najlepsze chwili przeżywało “polskie trio z Borussii”, w którym znajdowali się Jakub Błaszczykowski, Łukasz Piszczek oraz Robert Lewandowski. Polski tercet stanowił o sile drużyny Kloppa, a za historyczne dokonanie należy uznać cztery bramki strzelone przez Lewandowskiego w pierwszej odsłonie półfinałowego dwumeczu z Realem Madryt.

Liverpool Kloppa, czyli heavy metal w mieście Beatlesów

Przegrana 1-2 w finale Ligi Mistrzów z Bayernem Monachium stanowiła początek kłopotów Borussii, która nie potrafiła nawiązać już do poprzednich sukcesów. Odejście Mario Gotze oraz Roberta Lewandowskiego do największego ligowego rywala oraz katastrofalny start kampanii 2014/2015 spowodowały, że Jurgen Klopp ogłosił decyzję o pożegnaniu się z klubem z Signal Iduna Park po zakończeniu sezonu. Na idealną ofertę czekał do października 2015 roku, gdy ogłoszony został następcą Brendana Rodgersa w Liverpoolu.

Już w pierwszym sezonie miał szansę wzbogacić gablotę z pucharami The Reds o trofeum za wygraną w Lidze Europejskiej, jednak przegrana w finale z Sevillą oraz zakończenie sezonu na 8. miejscu zaczęły wprowadzać fanów Liverpoolu w pewne poddenerwowanie. Niemiecki trener musiał jednak dopiero odcisnąć swoje piętno na składzie. Kiedy tylko udało mu się obsadzić pierwszymi graczami newralgiczne pozycja, machina od razu zaczęła działać. Czy idealnie? W wyścigu o czwarte miejsce w sezonie 2016/2017 drużyna Kloppa wyprzedziła Arsenal o zaledwie jeden punkt, ale projekt nabierał już pierwszych rumieńców.

Prawdziwy przełom nastąpił w sezonie 2017/2018. To wówczas do pierwszego składu zapukali boczni obrońcy w postaci Trenta Alexandra-Arnolda oraz Andy’ego Robertsona. W połowie sezonu na Anfield sprowadzony został za rekordową kwotę 75 milionów funtów środkowy obrońca Virgil van Dijk. Mimo wielu trafionych inwestycji w ofensywie, to właśnie holenderski stoper uważany jest za główny powód powrotu The Reds na salony. Drużyna z Merseyside zaczęła tracić dzięki niemu znacznie mniej goli, a ofensywne trio w postaci Mohammeda Salaha, Roberto Firminho oraz Sadio Mane mogła sobie pozwolić na narzucanie heavy metalowego tempa tak lubianego przez Kloppa. Czwarte miejsce oraz finał LM był jednak tylko przygrywką przed tym, co miało dziać się dalej.

W sezonie 2018/2019 The Reds zdobyli 97 punktów, wygrywając aż 30 spotkań przy zaledwie 1 przegranej i wyprzedzając następną w tabeli Chelsea o 25 punktów. Tkwiło w tym jedno małe “ale” – jeszcze lepszy wynik osiągnął Manchester City, wyprzedzając drużynę Kloppa o jedno oczko. Na pocieszenie Liverpoolowi pozostała wygrana 2-0 w finale LM z Tottenhamem. Co nie udało się rok wcześniej, z łatwością zostało przypieczętowane w kampanii 2019/2020. Wprawdzie dopiero w czerwcu, ale wszystkiemu winna była pandemia koronawirusa. Gdyby nie przerwa spowodowana przez covid-19, zespół z Anfield swój powrót na szczyt mógłby świętować znacznie wcześniej.

Jesteśmy przekonani, że najwięcej złocistego napoju przelałby wówczas Jurgen Klopp. Normalny trener, który przywrócił dawną chwałę jednemu z najbardziej niesamowitych klubów w historii piłki.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.