Jan Urban i jego holenderski rozdział. Historia, która zatoczyła koło
Jan Urban zna smak rywalizacji z Holendrami jak mało kto. Występował przeciwko nim jako piłkarz, teraz stanie naprzeciw nich jako selekcjoner reprezentacji Polski.
Dla 62-letniego szkoleniowca to spotkanie ma wymiar nie tylko sportowy, ale też symboliczny – powrót do przeszłości pełnej wielkich nazwisk i emocji.
Uwaga! Dla wszystkich naszych czytelników na piątkowy mecz Polska – Holandia została przygotowana specjalna promocja od bukmachera BETFAN. Zarejestruj się z kodem SPORT3060 i odbierz dodatkowe 30 zł we freebecie, a także bonusy od kolejnych wpłat. Rejestracja jest w pełni darmowa i trwa tylko minutę! Kliknij w widżet poniżej i sprawdź szczegóły.
Człowiek, który zna Holendrów od podszewki
Jan Urban przez całą swoją karierę miewał z Holendrami wyjątkowe spotkania. Zarówno jako reprezentant Polski, jak i piłkarz klubowy. Cztery mecze z nimi w seniorskiej karierze, żadnego gola, ale za to wspomnienia, które stały się częścią jego piłkarskiej tożsamości.
Trzy razy grał z Holandią w biało-czerwonych barwach – dwa razy zremisował na wyjeździe i raz przegrał w Zabrzu. Do tego doszedł dwumecz z Ajaksem w barwach Osasuny Pampeluna w Pucharze UEFA w sezonie 1991/92. Wtedy Urban po raz pierwszy miał okazję stanąć naprzeciw drużyny, którą prowadził Louis van Gaal, a błyszczały w niej takie gwiazdy jak Dennis Bergkamp, Frank de Boer, Edwin van der Sar czy Aaron Winter.
Choć Osasuna przegrała oba spotkania 0:1, dla Urbana było to doświadczenie, które do dziś wspomina jako jedno z najcenniejszych w karierze.
Od Zabrza do Pampeluny – droga przez Europę
Urban wychował się w Górniku Zabrze, gdzie święcił największe sukcesy w polskiej lidze, zdobywając trzy mistrzostwa kraju. Jednak europejskie puchary długo nie przynosiły szczęścia. Zabrzanie regularnie odpadali we wczesnych rundach – zaledwie na poziomie 1/32 czy 1/16 finału Pucharu Mistrzów.
Przełomem okazał się transfer do hiszpańskiej Primera División, do Osasuny Pampeluna. Według hiszpańskiej prasy zainteresowanie polskim pomocnikiem pojawiło się po meczach Górnika z Realem Madryt, gdzie Urban wypadł znakomicie. Klub z Nawarry rozważał wówczas trzech zawodników: Igora Biełanowa, Krzysztofa Warzychę i właśnie Jana Urbana. Ostatecznie postawiono na Polaka – i jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę.
Urban stał się w Pampelunie legendą. Zagrał tam 156 meczów w La Liga, zdobywając 45 bramek, a kibice Osasuny wybrali go kilka lat temu najlepszym piłkarzem w historii klubu w plebiscycie „Diario de Navarra”.
Ajax, Bergkamp i magiczna noc w Stuttgarcie
Sezon 1991/92 był dla Urbana wyjątkowy. W Pucharze UEFA Osasuna eliminowała kolejno Slavię Sofia (4:0, 0:1) i VfB Stuttgart (0:0, 3:2), gdzie Polak był bohaterem – zdobył dwa gole i zaliczył asystę.
Dopiero w 1/8 finału zatrzymał ich Ajax – drużyna marzeń, prowadzona przez van Gaala. Urban wspominał, że choć przegrali oba spotkania, mecze z Holendrami były „lekcją futbolu w czystej postaci”.
Do dziś w Pampelunie pamięta się tamtą przygodę. Sponsor klubu, firma Macron, kilka lat temu wypuścił specjalną serię koszulek, nawiązujących do meczów z Ajaksem. Wyjazdowe trykoty Osasuny w sezonie 2024/25 są zielone – na pamiątkę tamtych spotkań sprzed ponad trzech dekad.
Mecz, który zbudował reputację
Urban był wówczas kluczową postacią drużyny trenera Pedro Marii Zabalzy. Współpracownicy z tamtego okresu wspominają go jako piłkarza skromnego, ale charyzmatycznego. Ángel Martín González, jego ówczesny kolega z zespołu, przyznawał po latach:
– Janek był piłkarzem, który nie potrzebował wielu słów. Wystarczyło spojrzeć, jak walczył na boisku. W meczu ze Stuttgartem był bohaterem.
Z tamtej drużyny Osasuny wywodzi się także Angel Merino, którego syn Mikel dziś jest jednym z liderów Arsenalu Londyn i reprezentacji Hiszpanii. Urban do dziś utrzymuje kontakt z kolegami z Pampeluny, regularnie odwiedza klub i uczestniczy w spotkaniach dawnych piłkarzy.
Uwaga! Dla wszystkich naszych czytelników na piątkowy mecz Polska – Holandia została przygotowana specjalna promocja od bukmachera BETFAN. Zarejestruj się z kodem SPORT3060 i odbierz dodatkowe 30 zł we freebecie, a także bonusy od kolejnych wpłat. Rejestracja jest w pełni darmowa i trwa tylko minutę! Kliknij w widżet poniżej i sprawdź szczegóły.
Polak, który otworzył drzwi La Liga
Urban wielokrotnie podkreślał, że pobyt w Hiszpanii był nie tylko sportowym sukcesem, ale też momentem przełomowym dla polskich piłkarzy.
– Byłem ambasadorem polskiej piłki. Po mnie do La Liga trafiali inni, bo zobaczyli, że Polacy potrafią się tu odnaleźć – mówił w jednym z wywiadów.
Urban wspominał też wyjątkowy wieczór, gdy zdobył hat-tricka na Santiago Bernabéu przeciwko Realowi Madryt. – W Polsce nigdy nie strzeliłem trzech goli w jednym meczu, a tam – przeciwko Realowi! To było szaleństwo. Dziennikarze koczowali przed moim domem – opowiadał z uśmiechem.
Starcia z Holandią – reprezentacyjne wspomnienia
W barwach reprezentacji Polski Urban po raz pierwszy zmierzył się z Holandią 19 listopada 1986 roku w Amsterdamie. „Biało-czerwoni”, prowadzeni przez Wojciecha Łazarka, zremisowali 0:0 z drużyną, która dwa lata później została mistrzem Europy.
Na murawie wystąpili wówczas Ruud Gullit, Marco van Basten, Ronald Koeman, Włodzimierz Smolarek i Zbigniew Boniek – nazwiska, które tworzyły historię futbolu. Urban wszedł z ławki w 65. minucie, zastępując Dariusza Dziekanowskiego, i minął się na murawie z… obecnym selekcjonerem Holandii, Ronaldem Koemanem.
Boniek po meczu mówił z żalem:
– Byliśmy drużyną lepszą, mieliśmy więcej sytuacji. Holendrzy wyszli zbyt pewni siebie.
Był to jeden z najlepszych występów kadry Łazarka, choć później zabrakło kontynuacji. W rewanżu w Zabrzu Polska przegrała 0:2, a Urban został oceniony przez magazyn „Piłka Nożna” jako „tajemnicza postać reprezentacji” – piłkarz solidny, ale zbyt ostrożny.
Bergkamp znów stanął na drodze
Ostatni mecz Urbana przeciw Holendrom przypadł na rok 1991. Polska, prowadzona przez Andrzeja Strejlaua, zremisowała 1:1 w Eindhoven. Bohaterami spotkania byli Jacek Ziober, który strzelił gola w 87. minucie, oraz Jarosław Bako, który bronił jak natchniony.
Niestety, w doliczonym czasie gry wyrównał Dennis Bergkamp – ten sam zawodnik, który dekadę wcześniej pogrążył Osasunę Urbana w Pucharze UEFA. Historia zatoczyła koło.
Urban rozpoczął tamten mecz w wyjściowym składzie i grał do 83. minuty, zanim zastąpił go Andrzej Lesiak. Był to symboliczny koniec jego osobistej rywalizacji z Holendrami – zawsze blisko, ale nigdy zwycięsko.
Nowe rozdanie: Urban kontra Holandia po raz piąty
Po latach los ponownie splótł drogi Urbana i Holendrów. Tym razem nie jako zawodnika, lecz selekcjonera reprezentacji Polski. W piątek 14 listopada na PGE Narodowym zmierzy się z drużyną Ronalda Koemana w meczu, który może zadecydować o rozstawieniu Polski w barażach do mundialu 2026.
Historia dopisała do tej rywalizacji nowy rozdział – i to z ironicznym podtekstem. Urban i Koeman, którzy w 1986 roku minęli się na murawie, dziś staną naprzeciw siebie jako trenerzy.
Problemy kadrowe przed Holandią
Do tego spotkania Polska przystąpi osłabiona. Przemysław Wiśniewski i Bartosz Slisz pauzują za kartki, a kontuzje wykluczyły z gry Łukasza Skorupskiego, Jana Bednarka i Krzysztofa Piątka. Urban musiał reagować, powołując awaryjnie Mateusza Kochalskiego i Bartosza Bereszyńskiego.
– Wszystko okaże się w praniu. Mamy plan na Holandię, ale kontuzje i zawieszenia to zawsze wyzwanie. Ja sam jestem ciekaw, jak to się ułoży na boisku – mówił selekcjoner na konferencji prasowej.
Dodał też tajemniczo, że szykuje „ważną zmianę” w ustawieniu, nie zdradzając jednak, w którym sektorze boiska. Wiadomo jedynie, że Urban chce zaskoczyć rywala elastycznością taktyczną i pressingiem w środkowej strefie.
Od piłkarza do selekcjonera – zamknięcie pewnego cyklu
Dla Jana Urbana mecz z Holandią to coś więcej niż spotkanie eliminacyjne. To symboliczny powrót do przeszłości, do boisk, na których stawiał czoła największym gwiazdom świata. Dziś, jako selekcjoner, ma szansę napisać nową historię – już nie z perspektywy zawodnika, lecz lidera całej drużyny.
I choć w jego karierze mecze z Holendrami nigdy nie kończyły się zwycięstwem, teraz po raz pierwszy to on będzie rozdawał karty.


