Everton – Liverpool na remis. Derby Merseyside nie zawiodły

Everton po raz pierwszy w XXI wieku przystępował do derbów z pozycji lidera Premier League. Nie udało im się jednak przerwać passy bez wygranej z Liverpoolem.

EVERTON GONIŁ WYNIK

Gospodarze podchodzili do spotkania z ogromnym optymizmem. Letnie wzmocnienia przyniosły oczekiwane rezultaty, a po czterech kolejkach mieli na koncie komplet punktów. Oba zespoły wystawiły najmocniejsze możliwe składy, a punktualnie o 13:30 rozpoczął się mecz. Goście błyskawicznie wyszli na prowadzenie. Już w 3. minucie po świetnym podaniu Robertsona sytuację wykorzystał Sadio Mane. Wkrótce boisko opuścił Van Dijk, który doznał kontuzji po zajściu z Pickfordem. Jego miejsce zajął Joe Gomez. „The Toffees” po kilkunastu minutach zdołali odpowiedzieć z rzutu rożnego. Strzałem głową Adriana pokonał Michael Keane, a kolejną asystę zanotował James Rodriguez. Do szatni utrzymał się wynik 1:1, a tempo i dynamika gry z pewnością zadowoliły kibiców przed telewizorami. Początek drugiej połowy należał do gospodarzy, którzy jednak nie sfinalizowali skutecznie żadnej ze stworzonych przez siebie akcji. W 72. minucie po błędzie jednego z podopiecznych Carlo Ancelottiego bramkę zdobyli „The Reds”, a jej autorem był Mohamed Salah. Powtórzył się scenariusz z pierwszej odsłony spotkania i ponownie wyrównał Everton. Tym razem – ponownie głową – swoją okazję wykorzystał świetnie wchodzący w sezon Dominic Calvert-Lewin. Po chwili za ostry wślizg czerwoną kartkę otrzymał Richarlison i „The Toffees” musieli radzić sobie w dziesiątkę. Udało się im utrzymać remis do końca spotkania, jednak nie obyło się bez stresu.

W TLE KONTROWERSJE SĘDZIOWSKIE

W doliczonym czasie gry bramkę do siatki wpakował bowiem Henderson, jednak ostatecznie według arbitra asystujący mu Mane był na spalonym. Powtórki telewizyjne wydawały się wskazywać coś zupełnie innego, ale sędzia nie zmienił swojej decyzji. Nie była to pierwsza kontrowersja w tym meczu. Wiele osób było również mocno oburzonych o brak reakcji Michaela Olivera na zachowanie bramkarza gospodarzy na początku meczu przy okazji starcia z Virgilem van Dijkiem. Choć było już po akcji, bo chwilę wcześniej odgwizdano spalonego, Pickford ostro potraktował defensora Liverpoolu. Można odnieść wrażenie, że Everton skorzystał na decyzjach arbitra. Finalnie mecz zakończył się wynikiem 2:2, a fani piłki mogą być usatysfakcjonowani poziomem widowiska.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.