Europejskie puchary: Polskie zespoły bez porażki

Europejskie puchary swoją drugą rundę rozpoczęły w środę i czwartek. Polskie zespoły nie przegrały żadnego ze swoich meczów.

Europejskie puchary: Legia Warszawa

Legia Warszawa w środę rozegrała pierwsze spotkanie z mistrzem Estonii Florą Tallin. Niespodziewanie Legioniści męczyli się ze swoim rywalem. Ostatecznie wygrali a mecz zakończył się wynikiem 2:1 po bramce Lopesa w ostatniej minucie. Po stronie mistrzów Estonii na boisko wybiegli znani z PKO Ekstraklasy: Konstantin Vasiliev oraz Henrik Ojamaa. Pierwszą bramkę dla Legii zdobył Bartosz Kapusta, który tuż po strzeleniu opuścił boisko z kontuzją. Pomocnik Legii podczas wykonywania niegroźnej cieszynki prawdopodobnie zerwał wiązadła w prawym kolanie. Z całą pewnością tej kontuzji musiał nabawić się już wcześniej.

Europejskie puchary: Śląsk Wrocław

Śląsk Wrocław jako pierwszy wystąpił w czwartek z polskich drużyn biorących udział w Lidze Konferencji Europy. Mecz Śląska z Araratem Erywań zakończył się wynikiem 2:4. Ta wygrana Śląska na wyjeździe jest bardzo ważna. Pomimo dalekiej podróży do Armenii, piłkarze Śląska zagrali lepiej (szczególnie w drugiej połowie) i jedną nogą zakwalifikowali się do 3. rundy tych pucharów. Dla Śląska gole strzelali: Wojciech Golla, Fabian Piasecki i 2x Robert Pich.

Europejskie puchary: Raków Częstochowa

Jedyny pucharowicz, na którym możemy zawieść się z powodu wyniku. Raków mecz z łotewską Sudovą zakończył się remisem 0:0. Spotkanie było bardzo nudne i nic ciekawego się w nim nie wydarzyło. Liczyliśmy na znacznie więcej, jeżeli chodzi o postawę wicemistrzów Polski. Po bardzo dobrze zagranym 6 dni temu Superpucharze z Legią, zawodnicy Marka Papszuna biegali bardzo ospale i ociężale. Oby nie okazało się, że zespół został źle przygotowany do sezonu. W rewanżu liczy się tylko zwycięstwo.

Europejskie puchary: Pogoń Szczecin

Ostatnim naszym reprezentantem jest Pogoń Szczecin. Portowcy jako jedynie ze wszystkich polskich drużyn nie byli faworytami w dwumeczu ze swoim przeciwnikiem. Jest nim chorwackie NK Osijek, prowadzone przez dobrze znanego kibicom PKO Ekstraklasy, Nenada Bjelicę. Pogoń stanęła na wysokości zadania i bardzo dobrze zaprezentowała się na tle Chorwatów. W grze Pogoni zdecydowanie brakowało jednak wykończenia pod bramką rywala. Mecz zakończył się takim samym wynikiem, jak spotkanie Rakowa, czyli 0:0.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie będzie widoczny.