Arsenal kontra Liverpool, czyli grad bramek murowany!
Czwartkowy wieczór na Emirates Stadium zapowiada się jak klasyk z najwyższej półki – mecz, w którym historia, forma i statystyki spotykają się w jednym punkcie. Arsenal i Liverpool od lat gwarantują gole, dramaty oraz momenty, które przechodzą do ligowej legendy.
Liczby mówią same za siebie: 199 bramek w 67 meczach Premier League. Teraz, gdy Kanonierzy są liderem, a The Reds walczą o utrzymanie kontaktu z czołówką, każdy gol może mieć znaczenie sezonu. Sprawdź specjalny boost na dzisiejszą wygraną Arsenalu.
Rywalizacja, która zawsze pachnie bramkami
Starcia Arsenalu z Liverpoolem to jeden z najbardziej bramkostrzelnych duetów w historii Premier League. Średnia dokładnie trzech goli na mecz nie jest dziełem przypadku, lecz konsekwencją stylu obu klubów, które niemal zawsze stawiały na ofensywę. Jedynie pojedynki Liverpoolu z Tottenhamem przyniosły w erze Premier League więcej trafień, co tylko potwierdza wyjątkowość tej rywalizacji.
W związku z tym przygotowaliśmy dla Was sporo ciekawych zakładów. Przekonajcie się sami!
Zakład możesz obstawić u polskiego, legalnego bukmachera BETFAN. Jeżeli nie masz tam jeszcze konta, to możesz skorzystać z najlepszej promocyjnej oferty na start i zagrać wygraną Arsenalu w dzisiejszym meczu po kursie 10.0!
Jak skorzystać z kursu 10.0 na wygraną Arsenalu?
- Załóż swoje konto za darmo (kliknij TUTAJ lub w widżet na górze), jeżeli nie jesteś jeszcze graczem BETFAN z kodem SPORTBETFAN
- Wpłać pierwszy depozyt w wysokości dokładnie 50 zł
- Zgarnij dodatkowo 50 zł bonusu za pierwszą wpłatę
- Postaw swój pierwszy kupon SOLO za stawkę 20 zł na wygraną Arsenalu z Liverpoolem po specjalnym kursie 10.0 W TYM MIEJSCU.
- Poprawnie wybrany zakład powinien wyglądać tak, jak na grafice poniżej

Jeżeli poprawnie wytypujesz zwycięzcę tego starcia, wygrana 176 zł trafia na Twoje konto główne! Graj i wygrywaj razem z nami!
Choć korzenie tej historii sięgają jeszcze czasów sprzed powstania Premier League, to właśnie od 1992 roku mecze te zaczęły nabierać niemal kultowego charakteru. Kibice pamiętają zarówno dramatyczne końcówki, jak i występy jednostek, które w pojedynkę potrafiły przechylić szalę zwycięstwa.
Od Anfield ’89 do ery Premier League
Dla sympatyków Arsenalu jednym z najbardziej ikonicznych momentów pozostaje decydujący o tytule mecz sezonu 1988/89, wygrany 2:0 na Anfield. To spotkanie na zawsze zapisało się w historii angielskiej piłki, jednak w erze Premier League, Kanonierzy również mieli wiele chwil chwały.
Jedną z nich był pamiętny mecz z sezonu 2003/04, kiedy Thierry Henry rozegrał koncert przeciwko The Reds. Hat-trick Francuza nie tylko zapewnił zwycięstwo 4:2, ale też symbolicznie przypieczętował sezon „Invincibles”. To właśnie tamten występ często uznawany jest za jeden z najlepszych indywidualnych pokazów w historii ligi.
Hat-tricki, które przeszły do legendy
Mecz Arsenal – Liverpool jest rekordowym pod względem liczby hat-tricków w historii Premier League. Kanonierzy aż sześciokrotnie wracali do domu z piłką meczową po spotkaniach z The Reds. Po Henrym kolejnym bohaterem został Andriej Arszawin, który w kwietniu 2009 roku strzelił wszystkie cztery bramki w szalonym remisie 4:4 na Anfield.
Tamto spotkanie do dziś uchodzi za najbardziej bramkostrzelny mecz między tymi drużynami w erze Premier League. Cztery gole Arsenalu to zarazem najwyższa liczba trafień Kanonierów przeciwko Liverpoolowi w jednym ligowym meczu od 1992 roku.
Najwyższe zwycięstwa i defensywne popisy
Choć zwykle dominuje ofensywa, Arsenal potrafił także rozbić Liverpool w bardziej kontrolowany sposób. W listopadzie 2006 roku Kanonierzy wygrali 3:0, a na listę strzelców wpisali się Mathieu Flamini, Kolo Touré i William Gallas. Identyczną różnicą trzech bramek zakończył się mecz z kwietnia 2015 roku, wygrany 4:1, gdy gole zdobywali Bellerín, Oezil, Sánchez i Giroud.
Warto dodać, że Touré należy do wąskiego grona piłkarzy, którzy reprezentowali oba kluby w bezpośrednich starciach i strzelali w nich gole. Podobną drogę przeszli Alex Oxlade-Chamberlain i Yossi Benayoun, podczas gdy Nicolas Anelka jako jedyny nie wpisał się na listę strzelców przeciwko byłemu pracodawcy.
Strzelcy, rekordy i najszybsze gole
Najlepszym strzelcem Arsenalu w meczach z Liverpoolem pozostaje Thierry Henry z ośmioma trafieniami. Tuż za nim znajduje się Arszawin, który cztery swoje gole zdobył w jednym, pamiętnym spotkaniu. W ogólnym rozrachunku to jednak Liverpool ma skuteczniejszego snajpera – Roberto Firmino strzelił Arsenalowi aż 11 bramek, a Mohamed Salah ma na koncie 10.
Jeśli chodzi o najszybsze gole, rekord należy do Martina Skrtela, który w 2014 roku trafił do siatki po 51 sekundach. Po stronie Arsenalu najszybciej uczynił to Gabriel Martinelli w 2022 roku, potrzebując zaledwie 58 sekund.
Dramatyczne końcówki, które pamięta cała liga
Trudno mówić o tej rywalizacji bez wspomnienia jednych z najbardziej dramatycznych końcówek w historii Premier League. W sezonie 2010/11 Robin van Persie wykorzystał rzut karny w 98. minucie, dając Arsenalowi prowadzenie na Anfield. Liverpool odpowiedział jednak… jeszcze później. Dirk Kuyt wyrównał po 101 minutach i 48 sekundach, ustanawiając rekord najpóźniejszego gola w historii tych spotkań.
Rok później Van Persie ponownie odegrał główną rolę, strzelając zwycięską bramkę w 92. minucie meczu na Emirates. Do dziś pozostaje to ostatni zwycięski gol w doliczonym czasie gry w tej rywalizacji.
Obecna forma Arsenalu: mistrzowska konsekwencja
Podopieczni Mikela Artety wchodzą w ten mecz jako liderzy Premier League i drużyna w wyraźnym gazie. Siedem kolejnych zwycięstw we wszystkich rozgrywkach, w tym pięć ligowych, buduje obraz zespołu, który potrafi wygrywać nawet wtedy, gdy nie gra idealnie.
Wyjazdowa wygrana 3:2 z Bournemouth, okraszona dwoma golami Declana Rice’a, była kolejnym dowodem mentalnej siły Kanonierów. Arsenal wygrał 14 z 15 meczów na Emirates w tym sezonie, a ostatnie 12 spotkań u siebie zakończyło się ich zwycięstwami.
Emirates – twierdza nie do zdobycia?
Arsenal wygrał już u siebie z Manchesterem City w dwóch kolejnych sezonach, a teraz ma szansę pokonać obrońców tytułu po raz trzeci z rzędu na własnym stadionie. Taki wyczyn nie zdarzył się w erze Premier League i ostatni raz miał miejsce na początku lat 60.
Zwycięstwo w czwartek mogłoby dać Kanonierom aż 17 punktów przewagi nad Liverpoolem na 17 kolejek przed końcem sezonu. Choć to nie oznacza matematycznego rozstrzygnięcia, byłby to potężny sygnał wysłany całej lidze.
Liverpool: długa seria bez porażki, krótszy oddech
Liverpool przystępuje do hitu z dłuższą serią bez porażki niż Arsenal, ale nastroje na Anfield są dalekie od optymizmu. Remisy z Leeds i Fulham ostudziły entuzjazm po wcześniejszych zwycięstwach, a styl gry zespołu Arne Slota coraz częściej budzi wątpliwości.
Remis 2:2 z Fulham, zakończony golem Harrisona Reeda w końcówce doliczonego czasu gry, był kolejnym przykładem problemów The Reds z utrzymaniem koncentracji. Liverpool pozostaje czwarty w tabeli, lecz margines błędu systematycznie się kurczy.
Problemy kadrowe The Reds
Liverpool przyjeżdża do Londynu mocno osłabiony. Mohamed Salah przebywa na Pucharze Narodów Afryki, a Alexander Isak zmaga się z urazem nogi. Hugo Ekitike nie trenował po problemach mięśniowych, a Florian Wirtz nie jest w pełni zdrowy.
Nieobecni będą również Giovanni Leoni i Wataru Endo. Slot może postawić na tę samą jedenastkę co w meczu z Fulham, choć Jeremie Frimpong jest realną alternatywą na prawej stronie.
Składy i kluczowe postacie Arsenalu
Arteta również musi liczyć się z absencjami, ale są one znacznie mniej dotkliwe. Pewni nieobecni to Max Dowman, Cristhian Mosquera i Riccardo Calafiori. Kai Havertz wraca po przeciążeniu, lecz nie jest przesądzone, czy wystąpi od pierwszej minuty.
Powrót Bukayo Saki i Leandro Trossarda znacząco wzmacnia ofensywę. Saka ma szansę zapisać się w historii jako pierwszy piłkarz Arsenalu, który strzeli gola Liverpoolowi w czterech kolejnych ligowych meczach domowych.
Kolejny rozdział wielkiej historii
Arsenal – Liverpool to rywalizacja, która nigdy nie zawodzi. Gole, emocje, zwroty akcji i indywidualne popisy są tu niemal gwarantowane. Czwartkowy mecz może stać się kolejnym klasykiem, szczególnie że stawka jest ogromna, a obie drużyny znajdują się w kluczowym momencie sezonu.
Jeśli historia ma być wskazówką, kibice mogą szykować się na widowisko pełne bramek. Pytanie brzmi tylko jedno: czy lider postawi kolejny krok w stronę tytułu, czy Liverpool jeszcze raz przypomni, że w tej rywalizacji nic nigdy nie jest przesądzone?

